Magiczna kraina lodu

Nosi Cię? To daj się ponieść. Z takiego założenia wychodziłam zawsze – od co najmniej 50 lat, depcząc świat. I tym razem było podobnie.
Przyjaciele na wieść o organizowanej przeze mnie wyprawie na Antarktydę – ostatni, siódmy kontynent, którego nie zdążyłam spenetrować – stukali się w głowę. Znając mnie wiedzieli jednak, że nic i nikt nie odwiedzie mnie od tego pomysłu.


Na wymarzonej, wyśnionej przez lata Antarktydzie stopę postawiłam w połowie stycznia br. Tam była pełnia lata, temperatury skromne, od ośmiu stopni do zera. Raz przywitało mnie słońce, a słupek rtęci zatrzymał się na 18°C. Szkoda, że trwało to przez moment.
Antarktyda to największy rezerwuar lodu na świecie, o grubości 1-4 km, a jego powierzchnia jest większa niż obszar Europy, od Portugalii na zachodzie, po Ural na wschodzie. Jest to też najwyższy kontynent na kuli ziemskiej, a najniższa temperatura, jaką zanotowały tu stacje meteorologiczne w 1982 r. wynosiła -89,2°C. Jednak Antarktyda, podobnie jak Sahara, ma swoje oazy. To obszary wolne od lodu i śniegu, na których najczęściej znajdują się jeziora – pełne morskich stworzeń. W oazach są liczne kolonie pingwinów, rosną mchy i porosty.


Gdyby te masy lodu stopniały, kontynent podniósłby się niemal o 100 metrów. Od przybrzeżnych lodowców odrywają się olbrzymie bryły (niektóre z nich mają nawet 150 km długości i prawie 150 m wysokości). Po arktycznych morzach dryfuje ponad 200 tys. gór lodowych. Majestat lodowych form w kształcie strzelistych iglic i filarów, kruchych pałaców, brył przywołujących na myśl ludzi i zwierzęta, biel mieniąca się tysiącem odcieni przejmują przerażająca pustką, ale i też zachwycają szczególnym pięknem.


Oglądając te lodowe cuda zastanawiałam się czy są to może konstrukcje szalonego architekta, czy niewyobrażalne, artystyczne rzemiosło samej natury?
Antarktyda to miejsce na ziemi wciąż jeszcze nieskażone, kontynent o szokującym pięknie, gdzie natura wiedzie prym, sprawuje niepodzielną władzę. Okrutny dla każdej żywej istoty sprawia, że kontynent ten jest jedyną, niezamieszkałą częścią świata.
Przybysz zanim nasyci wzrok widokiem lodu wypatruje dzikich zwierząt. Ciężką zimą są w stanie przetrwać jedynie nieliczne gatunki, m.in. foki, morsy, wieloryby, delfiny, tygrysy morskie. Ale latem, kiedy wody zaczynają się roić od mikroskopijnych żyjątek, na wybrzeżach pojawia się całkiem spora liczba gości.


Bardzo ważnym tutejszym żywym organizmem jest ledwie widoczny, bo schowany pod lodem, kryl pomarańczowo-różowy. Ten skorupiak żywi się algami i fitoplanktonem. To pięciocentymetrowe stworzonko, podobne do krewetki, waży 2 gramy. Bez niego nie istniałoby na naszej planecie życie, jakie znamy. Każde stworzenie na Antarktydzie, jeśli nie je kryla, to żywi się czymś, co go je.
Przyciągane obfitością pokarmu, przybywają całymi gromadami ptaki. Najliczniej reprezentowane są oblegające lodowce pingwiny.
Uwierzcie mi, że poranny smuteczek rozwiewa spojrzenie w kaprawe oczko pingwina.
Na jednej z wysp – Danger , zwyczajowo nazywanej Heroiną , zamieszkuje około pół miliona pingwinów Adeli, czyli białookich z pomarańczowymi rzęsami. Przyglądając im się z bliska, przez moment pomyślałam, czy przypadkiem nie stosują na co dzień wspaniałego olejku Herla do pielęgnacji rzęs (ha ha ha).


Białookie to jeden z dwóch gatunków pingwinów, które rozmnażają się na Antarktydzie. Drugie to słynne Emperor, czyli cesarskie, które osiągają ponad metr wzrostu, a ich młode, jako jedyne na świecie żyjące stworzenia, wylęgają się zimą na Antarktydzie.
Przy spotkaniu z pingwinem, to zawsze zwierzę, a nie człowiek, ma pierwszeństwo na drodze. Powinniśmy też zachować bezpieczną (oczywiście dla pingwina) odległość pięciu metrów. Praktycznie jest to niemożliwe, bo kolonie pingwinów są bardzo liczne, odważne i ufne (niedoznały krzywdy od człowieka). Trzeba wręcz uważać, by się nie zderzyć z jednym z nich. Czasami wystarczy usiąść na kamieniu i cierpliwie zaczekać, a ciekawska gromadka „policjantów” otacza nas, a co odważniejsze wdrapują się na kolana, ramiona, często siadają na głowie. Pingwiny żywią się głównie krylem, różowym, w związku z czym ich guano jest różowe. Mój skafander ochronny po wizycie u tych nadzwyczajnych ptaków uległ zniszczeniu.
Po lądzie ptaki maszerują wyprostowane, z trudem utrzymując równowagę. Nie mają kolan, a za podpórkę, tzw. trzecią nogę, służy im ogon. Cała ich nieporadność znika, gdy tylko znajdą się w wodzie. W drodze ewolucji beztrosko „fruwają” w przestworzach, pływając po powierzchni wody niczym miniaturowe delfiny. Fascynujący widok.


Goniąc za marzeniami, dotarłam do Antarktydy. Przeżyłam sztorm, przepłynęłam Przylądek Horn, podążałam śladami polarników Scotta, Amundsena, Shaeletona. Teraz mogę zacząć zwiedzać świat od początku.

 

DSC_0780 (1).jpg

Potrzebujesz więcej informacji ?

Jeżeli potrzebujesz się ze mną skontaktować prześlij mi swój email.

wszystkie prawa zastrzeżone przez Zofia Suska
stronę zaprojektowała i wykonała firma IT-SONET

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.