Kocham wyjazdy poza cywilizację i jestem otwarta na to, co los przyniesie. Podczas tej podróży było podobnie.
Samolot Turkish Airlines rozdzierał gęstą zasłonę ciemności nad Adis Abebą. Uderzenie kół samolotu o płytę lotniska – Bole uświadomiło mi, że znów jestem w Etiopii, którą dawno temu pokochałam, parokrotnie zdeptałam wzdłuż i wszerz, wciąż pozostając pod jej nieodpartym urokiem.
Podczas tej podróży postanowiłam zaprzyjaźnić się z przedstawicielami jednego z najagresywniejszych plemion, które żyje w niedostępnej południowo-wschodniej części Etiopii, pośród wzgórz pokrytych sawanną.
Jadę do Doliny Omo, w której żyje dumne i bitne plemię Mursi. Liczy ono zaledwie 5 tysięcy ludzi. To jedno z ostatnich afrykańskich plemion, których styl życia i sposób ubierania nie zmienił się od tysięcy lat. Przygody bohaterów „W pustyni i w puszczy” można tu sfilmować bez wydawania złotówki na scenografię i kostiumy statystów. Dolinę Omo najprościej jest opisać jako swego rodzaju ludzki skansen – żywe muzeum …

Afrykańskie elegantki


Dziewczynki, dziewczyny, kobiety z plemienia Mursi nadal praktykują nacinanie dolnej wargi, w której umieszczane są ceramiczne lub drewniana talerzyki. Ten zwyczaj kiedyś rozpowszechniony wśród wielu afrykańskich plemion dziś zachował się tylko tutaj. Dlaczego to robią? Jedna z hipotez mówi, że był to sposób oszpecania, mający ocalić kobiety przed arabskimi handlarzami niewolników. Inna, że przez usta wchodzą złe duchy, więc trzeba je w taki sposób chronić. Jest jeszcze taka, że talerze różnych rozmiarów dodają urody. Wracając do ochrony przed złymi duchami, my współcześni nie zastanawiamy się, jakie duchy odstraszają agrafki wpięte w wargi, nosy, policzki i pępki naszej młodzieży. Powszechną metodą ozdabiania ciała wśród kobiet i mężczyzn jest nacinanie skóry, prowadzące do powstawania głębokich blizn. Brzuchy największych elegantek pokryte są warkoczami wypukłych wzorów. Żyletki to w tej części świata najlepszy towar na wymianę. Wśród Mursich zdobyte guziki, spinacze, fragmenty bransoletek od zegarków doskonale nadają się do wyrobu biżuterii. Stare opony są surowcem do produkcji klapek, z blaszanych puszek po oleju sprawne ręce etiopskich rzemieślników produkują wyposażenie kuchni: miski, łyżki wazowe, kubki i durszlaki, nawet nakrycia głowy.
Czymś, co w naszej kulturze określilibyśmy ulubionym sportem są dla Mursi walki nazwane donga. Uczestniczą w nich kompletnie nadzy młodzi mężczyźni. Przydaje się nabyta w dzieciństwie i młodości umiejętność malowania ciała. Stosują wojnę psychologiczną pokrywając skórę groźnie wyglądającymi wzorami, by przestraszyć przeciwnika. Za pędzel artystom służy palec wskazujący, farbą jest biała glinka. Jedyną bronią są długie na 3 metry kije, których falliczne zakończenie jest synonimem męskości. Jednak myli się ten, kto sądzi, że to bezpieczna rywalizacja. Pojedynki są krwawe, wiążą się z ryzykiem uszkodzenia ciała, a nawet utratą życia. Gdy jednak któryś z walczących z premedytacją lub przez przypadek zabije konkurenta musi się liczyć z poważnymi konsekwencjami. Poza skonfiskowaniem jego majątku, sprawca skazany jest na banicję. Zdarza się, że jednego dnia odbywa się 20 pojedynków, których zwycięzcy przechodzą do następnych etapów. Te ceremonie zaczynają się pod koniec pory deszczowej i trwają przez 3 miesiące – od lipca do stycznia. Jaka nagroda czeka ostatecznego zwycięzcę? Jest zanoszony, bo sam słania się na nogach, do grupy zniecierpliwionych panien, z których wybiera przyszłą żonę.

 

Wojownika poznajesz po fryzurze


Mężczyźni z plemienia Mursi specjalizują się w wielopiętrowych fryzurach. Ich włosy układane są za pomocą gliny, piór, koralików, gałęzi i któż wie czego jeszcze, w wysokie konstrukcje, niczym ślubny tort. Takie fryzury wyróżniają wojowników zwycięzców. Gdy to jeszcze chłopiec wiadomo, że upolował groźne zwierzę, gdy mężczyzna – pokonał albo zabił członka wrogiego plemienia. Przygotowanie takiego dzieła zajmuje wiele godzin. By je ocalić podczas snu mężczyźni i chłopcy noszą cały czas ze sobą miniaturowe stołeczki, spełniające rolę podgłówków.

 

Faranji (obcy) za zdjęcia musi płacić


Tradycyjnym zajęciem plemienia Mursi była koczownicza hodowla bydła, ale dziś większość żyje w wioskach, uprawiając sorgo i kukurydzę. Na części tradycyjnych terenów plemiennych etiopski rząd utworzył parki narodowe. Plenię Mursi usadowiło się na terenie parku Mago. Wjazdu do wioski pilnuje uzbrojony strażnik z giwerą. Dalej trzeba jechać już tylko w jego towarzystwie. Do plemienia Mursi koniecznie należy dotrzeć w godzinach przedpołudniowych. Od rana nie tylko mężczyźni popijają piwo własnego wyrobu, stąd po południu mają już mocno w czubach i stają się niesympatyczni, często agresywni. Jeśli chcemy zrobić zdjęcia, trzeba wcześniej ustalić opłatę. Zgodę otrzymuje się od naczelnego szamana. Gdybyśmy chcieli ich oszukać, taki czyn mógłby skończyć się tragicznie, nawet ukamienowaniem. Należy pamiętać, że gdy fotografujemy grupę, to każda osoba zażąda zapłaty. Czasem gdy robimy kilka zdjęć osoba fotografowana policzy, ile razy słychać było migawkę i za każdą zażąda uzgodnionej kwoty. Nie są to rujnujące sumy, za fotografowanie chcą zazwyczaj 2 birry, czyli ok. 80 groszy. Dla tych plemion biały człowiek to ktoś ubrany w strój koloru khaki, z aparatem fotograficznym na szyi, robiący nieustannie zdjęcia i na pewno bogaty. Panuje przekonanie, że turysta zdjęcia robić musi. Nie ma takiej sytuacji, że nie chce.

 

„Hajlandy” na wagę złota


Podczas tej eskapady cały czas za oknem samochodu przesuwały się obrazy jak z filmu o pierwszych eksploratorach Afryki: wioski z okrągłymi, glinianymi domkami, krytymi strzechą, rolnicy orzący pola drewnianymi radłami, do których zaprzężono woły, i gromady nagich dzieciaków, zgodnie wykrzykujących słowo: „Hajland”. Czy to jakieś pozdrowienie? Otóż nie. „Hajland” to nazwa najpopularniejszej wody mineralnej w plastikowych butelkach. I właśnie o te butelki chodziło, bo to najcenniejsza rzecz nadająca się do transportu i magazynowania wody.

Wyprawa w ten rejon Afryki należy do wyjątkowych doznań. Warto zobaczyć ten nieskażony do końca cywilizacją fragment globu, bo kto wie, jak długo przetrwa.

 

Kruger Park 4.jpg

Potrzebujesz więcej informacji ?

Jeżeli potrzebujesz się ze mną skontaktować prześlij mi swój email.

wszystkie prawa zastrzeżone przez Zofia Suska
stronę zaprojektowała i wykonała firma IT-SONET

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.